Piosneczki żaków i wagantów

ASSUNTO

Studenci warci tyle ile o nich słychać. Czy papka narzucana przez środki masowego przekazu skutecznie sparaliżowała inwencję kultury środowiskowej? Czy współcześni studenci są ograniczeni kulturalnie?

Czyż nie brakuje nam muzyki miejskiej żaków i piosenek wagantów, nieprzyzwoitych po łacinie (dzisiaj może bardziej po angielsku)?

DESONVOLVIMENTO

Drolls w Toruniu

Drolls w Toruniu

W roku 2004, kiedy byłem jeszcze studentem UMK, pewnego słonecznego dnia, toruński rynek rozbrzmiał muzyką średniowiecza. Emanowała w pełnej krasie za sprawą silnej, rosyjskiej grupy Drolls. Siedziałem pod monumentem Kopernika, obok oblubienica, a przed nami żywa wizja średniowiecznych żaków, wędrujących śpiewaków rozbawiających każdego. Jakże to było ożywcze, grupa reagowała na każdą okoliczność. Już to przeszła piękna dziewczyna, ale samotna, a zaraz na jej cześć pieśń rozbrzmiewała. Pokazał się student z puszką piwa, a już to tawerniana pieśń pijacka snuła się w powietrzu. Ot radosne piosnki o chwilach, na skoczną nutę z wyrazistą instrumentacją. Muzyka dla człowieka. Nie dla masy z rozmazaną twarzą gdzie nie widać uszu, ust ani oczu, a dla najbliższego człowieka który prowokuje oryginalną nutę.

Muzyka dla człowieka – komunikacja otwarta i żywa. Czyż nie taka powinna być brać studencka – obserwująca, żywo komentująca. Podkreślająca świat który wokół tworzy się i żyje?

[uzupełnienie z września 2009]

Carminis-VagantibusCD

Średniowieczny dysk

Czy jest dziś tworzona muzyka i słowa, które mogłaby rozmawiać z teraźniejszością? W określonej grupie społecznej, własnym stylem, slangiem? Hip-hop? chyba tylko.

Ponoć Toruń artystycznie dziś mówi dużo. Pytanie czy do ludzi, czy bardziej do dusznych kręgów samo zachwycającej się braci w zamkniętych ścianach ośrodków kulturalnych, gdzie w obecnych czasach otwarte społeczeństwo nie bardzo chce siedzieć. Pozdrawiam tu brać poetycką Torunia, Wolny Rynek Poetycki z Cezarym Dobies na czele, bracie uścisk dłoni bo na prywatę w swoim blogu pozwolić sobie mogę, ale wydaje mi się, że jak chcecie by artystów było mniej jak odbiorców (Bo słyszę że bardziej piszecie niż czytacie), to należało by wyjść z twórczością do ludzi. Ludzi to interesuje, ale w natłoku innych ofert ludzie do was nie docierają. Artyści wyjdzcie do ludzi. U nas w Gdyni był gryzipiórek, który czytał swoje w sklepie mięsnym lub obuwniczym, tak zdobył zainteresowanie, szkoda tylko, że on nie potrafił tworzyć dobrej poezji.

FILMES (okoliczności narodzin wpisu)

Siedzę Pod Aniołem, w piwnicach toruńskiego rynku. Na klubowej scenie moja ulubiona rosyjskojęzyczna twarz wschodu, Gen-dos z Tuwy. Dziś solo. Siedzi jak zwykle na drewnianym krześle z oparciem, przed opuszczonym mikrofonem na statywie. Wszytko komentuje, rozsiewa szczery uśmiech z pod tureckiej brudki. Przy pomocy zapalniczki i gałązki iglastej przywołuje ducha swego syna, który w tym samym czasie najpewniej pędzi w galopie stado półdzikich koni, gdzieś, do wodopoju na stepach, u podnóży gór porosłych iglakami tajgi (to już mój domysł).

W klubie unosi się dym, zapach palonych igieł jodły, Szaman nazwał od nich swojego syna.

Gdy nastrój jest przesycony duchem artyście bliskich, jest oczyszczony, rozpoczynają się impresje na kontrabasie dopełniane rozsławionym gardłowym khoomei. A mnie, dobrze już znany styl, wprowadza w podróż po własnej pamięci o różnych muzycznych doznaniach zgromadzonych przez kilka lat w bardzo akademickim mieście jakim jest Toruń.

Komentarze są wyłączone.


stat4u